Jakie było Pana pierwsze spotkanie z wyścigami i jak się Pan wciągnął w ten świat?
Urodziłem się i wychowałem na Służewcu, moja szkoła podstawowa była przy Wałbrzyskiej i w czasach, gdy nie było komputerów tylko gra w kapsle, to w środy, po lekcjach, przychodziliśmy z kolegami na wyścigi. W sobotę czy niedzielę nie było to możliwe, gdyż byliśmy monitorowani przez rodziców, ale w tygodniu, przez dziurę w siatce wchodziliśmy na teren przy środkowej trybunie, a że byli tam inni ludzie z dziećmi, to nikt się nami nie interesował. Wiele lat później mój kolega Zbyszek Górski, z którym znam się z technikum, zaprosił mnie na wyścigi. Opowiedział mi, że ma kilka koni arabskich w treningu i wolne zaproszenie, może przyjechałbym i obejrzał kilka gonitw. Chociaż wcześniej, gdy mój syn miał 3-4 lata, to latem gdy było ciepło, chętnie z rodziną przychodziliśmy na wyścigi na spacer. Syn bawił się na trawnikach, a my jedliśmy coś z grilla i tak miło płynęła nam niedziela. A na poważnie sprawa wyścigów zaczęła się pod koniec sezonu w 2014 roku. Podszedł do mnie Kishore Mirpuri i zapytał czy namyśliłem się, żeby kupić konia i mieć swoje barwy, gdyż już wcześniej namawiał mnie na to. Tak podjąłem decyzję, że jednego konia mogę mieć do spółki i stałem się udziałowcem konia Admiral Quest. Później w grudniu doszła jeszcze sprawa dwóch koni - Pirate Rebel i Bush Brother. I tak zawiązaliśmy spółkę właścicielską. Sezon 2015 rozpoczął się zwycięstwem ogiera Bush Brother w Memoriale Tomasza Dula i dostałem podczas dekoracji pierwszy pucharek przeznaczony dla właściciela konia, co tak zachęciło żonę, która w moim imieniu odbierała nagrodę, że później opowiadała mi o tym z przejęciem, jaka to fajna rzecz i satysfakcja kiedy ten koń wygrywa. To zwycięstwo dało też początek mojej fascynacji reproduktorem Bushranger, co miało wpływ na dalsze wybory. I tak to się zaczęło.
Kiedy kupił Pan pierwszego konia?
Po aukcji na koniec sezonu 2015 odkupiłem w całości udziały wałacha Admiral Quest. Okazał się najlepszym koniem z tej trójki, niemniej jednak miał problemy z uczuleniami i zrobiło mi się go żal, wiec postanowiłem sam się nim zaopiekować. I był to pierwszy koń, na którym w sezonie 2016 uczyłem się samodzielnie wyścigów - jak zapisywać konia do gonitw, jak wybrać wyścig, dystans, dobrać jeźdźca. Również jesienią 2015 pojechałem z kolegami na aukcję do Irlandii i tam kupiłem trzy konie. Invincible Gunner kosztował mnie około 10.000 EUR. Drugi był właśnie Bush Brave, za którego zapłaciłem co prawda 1.800 EUR, ale doszły koszty transportu oraz leczenia, bo okazało się, że nie do końca był zdrowy. Jako trzecią kupiłem klaczkę Fibi, jedną z ostatnich w katalogu. Najciekawsze, że te trzy kupione przeze mnie roczniaki okazały się jednymi z najlepszych wśród prawie 40 koni, które były przywiezione do Polski z tej aukcji.
Jak Pan wspomina pierwsze zwycięstwa koni Pana własności?
Pierwszy sukces naszej stajni QUEST POINT to zwycięstwo na początku sezonu Admiral Quest. Ale najbardziej czekaliśmy na pierwsze starty koni dwuletnich. Jako pierwszy w swoim debiucie wygrał Bush Brave. Przed gonitwą przyszliśmy z rodziną na wyścigi z nastawieniem, że koń wygra. Zapewniał nas o tym trener Olkowski, opowiadając o roboczych galopach, które pokazują że koń ma fantastyczne odejście (przyspieszenie) i nie powinien tej gonitwy przegrać. I tak się stało - wygrał z przewagą 8 długości nad drugim koniem. Oczywiście była euforia, bo to był tak naprawdę nasz pierwszy koń, który wygrał, ale jak konie zaczynają wygrywać to apetyt rośnie. Następny wygrany wyścig to Nagroda Dorpata i zwycięstwo w debiucie Invincible Gunner. Bush Brave w Nagrodzie Dakoty był trzeci, a w Ministrstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi drugi - zawsze za stajennym kolegą Jules's Dream. Ja jednak wierzyłem, że może być lepszy i trułem trenerowi, że może coś zmienić, coś ulepszyć, gdyż nie mogłem sobie darować, że w tych dwóch wyścigach nie złapał się łeb w łeb ze zwycięzcą i nie powalczył. Wszyscy byli przekonani, że nie ma konia na Jules's Dream, który chodził w aureoli chwały po tych zwycięskich gonitwach. Dopiero po Nagrodzie Mokotowskiej, w której Bush Brave pokonał rywala o 13 długości, przyznali mi rację, że coś w tym koniu jest. To pokazuje, jak trzeba być w tym sporcie cierpliwym. Z perspektywy czasu uważam, że być może on jeszcze się rozwijał, gdyż był taki mały i delikatny w przeciwieństwie do Jules's Dream, który był masywny i wyglądał na dojrzałego. Trener też oszczędnie podchodził do pracy treningowej oraz startów i nie wyeksploatował go do końca, co w sumie wyszło mu na dobre.
Czy przed sezonem 2017 myślał Pan, że Bush Brave to koń, który zdobędzie Potrójną Koronę?
Po zwycięstwie w Nagrodzie Mokotowskiej dowiedziałem się, że koń zostaje Zimowym Faworytem na Derby. I skoro tak jest to z trenerem Olkowskim postanowiliśmy go zapisać do Nagrody Derby. Najwyżej jak okazałoby się, że jest problem z „trzymaniem dystansu", to go skreślimy. Było to jeszcze przed rozpoczęciem sezonu. Na naszym spotkaniu integracyjnym przed sezonem, koledzy próbowali odwieźć mnie od tego pomysłu, gdyż uważali, że konie po Bushranger to sprinterzy i biegają na dystansach do 1600m. Przyjąłem nawet 3 dżentelmeńskie zakłady o to, czy będzie koniem w dystans. Wierzyłem, że jest to możliwe, gdyż mówi się, że Derby wygrywa koń najszczęśliwszy, a jak dotąd nie wątpiłem, że ten koń szczęście ma. W Nagrodzie Rulera miałem pewne obawy, bo był to pierwszy start w sezonie, czołówka trzyletnich koni i nie wiedziałem jak to będzie. Dopiero jak konie wyszły na prostą finiszową poczułem, że będzie dobrze. Po wyścigu dżokej Tomaš Lukašek powiedział mi, że już przy wejściu w zakręt czuł, że koń idzie lekko i jest w nim moc, aby zwyciężać.
Czy nie peszyło Pana, że po zwycięstwie w Nagrodzie Rulera i Derby, Bush Brave miał szansę stać się trzynastym służewieckim trójkoronowanym?
Po obejrzeniu relacji w TVP z Nagrody St.Leger odniosłem wrażenie, że nikt nie wierzył w możliwości mojego konia. Fachowcy, którzy zabierali głos podkreślali oczywiście, że zwycięstwo w St.Leger to tak jakby formalność, ale byli zaskoczeni, że to właśnie on wygrał Derby i stanął przed szansą zdobycia Potrójnej Korony. Co do 13-stki to nie powiem, ale byłem przesądny. Kiedyś jednak, jak wielu Polaków postanowiłem pojechać do pracy do Ameryki. Na tej trasie latały wysłużone samoloty IŁ 62. Były trzy. Dwa już spadły i został jeden, na który kupiłem bilet. Lot miał nr 13 i miejsce w samolocie też miałem 13-te. Jak doleciałem szczęśliwie do Newark, to pomyślałem, że nie jest źle i ta 13-tka też może być. Najbardziej lubię 7-kę, numer startowy Bush Brave z debiutanckiego wyścigu.
Jakie są dalsze plany związane ze startami Bush Brave w tym sezonie?
Ma jeszcze tylko jedną gonitwę - Wielką Warszawską, a potem zasłużony odpoczynek. Nie będziemy nigdzie wyjeżdżać, nic kombinować, szukać nie wiadomo czego. To jest koń 3-letni, delikatny, zarobił na siebie w tym sezonie i zasłużył na to, żeby odpocząć, poskubać trawkę z opiekunką Marysią Nikonorow i takie ma zadania do końca sezonu.
Jak przyjmuje sukcesy wyścigowe Pana rodzina?
To widać. Na wyścigach jest zawsze cała rodzina, żona tak dopinguje nasze konie, że po wyścigach nie może słowa powiedzieć. Syn lubi sobie pospać w niedzielę, ale jak jest dzień wyścigowy, to od 6 rano jest nakręcony i myśli jak to będzie. Ogólnie jest bardzo dobrze, trochę gorzej jak zaczynamy rozmawiać o ilości koni w treningu. A tak dla zachęty do aktywniejszego kibicowania naszym koniom żona Dorota i syn Michał zostali współwłaścicielami koni Slash i Fibi w ramach nowej stajni Quest Point II.
Czy planuje Pan zakupy kolejnych koni na jesiennych aukcjach w Polsce lub za granicą?
Chętnie bym kupił 2-3 konie. Najchętniej 2 ogierki. Tu negocjuję z rodziną, gdyż kupić konia to jest fajna rzecz, jednak trzeba mieć na uwadze, że przez zimę nie ma wyścigów, a koszty treningu nadal obowiązują i rodzina też to czuje. Wolę kupić konia za granicą. Nie mam doświadczenia w wyborze w Polsce. Wyniki wyścigowe pokazują też, że jednak konie importowane są trochę lepsze od tych wyhodowanych w Polsce. Myślałem o tym, aby wcielić do hodowli moją klaczkę Fibi, ale doszedłem do wniosku, że to chyba za wcześnie i nie za bardzo się na tym znam. Trzeba wybrać ogiera, znać linie hodowlane, predyspozycje, więc jeszcze poczekam.
Czy czuje się Pan spełniony po sukcesach, które są marzeniem każdego właściciela, czy można chcieć czegoś więcej?
Na wyścigach każdy chce wygrywać. Swoje lata mam, życie nauczyło mnie pokory i wiem, że takie szczęście nie zdarza się często. Trener Walicki powiedział do mnie „ma pan fart, niech pan próbuje dalej". Nie zawsze tak jest, że koń, którego nikt nie chciał kupić, odpłaca że w niego uwierzyłem. Kiedy wyszedł do ringu aukcyjnego koledzy pytali mnie czy na pewno chcę go kupić. Był to jeden z ostatnich koni po Bushranger w katalogu, a jak mówiłem wcześniej ten reproduktor mnie bardzo zafascynował i byłem zdeterminowany. Potem mało kto wierzył w jego sukcesy wyścigowe, a tu proszę. Tak więc mam udany sezon i oby tak dalej.
Jeszcze raz gratulujemy fantastycznych sukcesów w sezonie 2017 panu Dariuszowi Jaskólskiemu, trenerowi Wojciechowi Olkowskiemu, dżokejowi Tomašowi Lukaškowi oraz całemu zespołowi zaangażowanemu w przygotowanie konia Bush Brave.
Rozmawiała Iwona Chojnowska.
Brak wydarzeń w najbliższym czasie
Strona prezentująca stadninę koni Pegaz
Strona poświęcona koniom stajni Urszula
Oficjalny serwis organizatora wyścigów konnych na warszawskim Służewcu
Oficjalny serwis największej aukcji koni arabskich na świecie.
Oficjalny serwis organizatora wyścigów konnych na Hipodromie w Sopocie
Oficjalny serwis organizatora wyścigów konnych na Partynicach we Wrocławiu