Aktualności

Data publikacji: 28.05.2024

NA POŁUDNIU BEZ ZMIAN

Wyścigi konne od kilku lat utknęły w martwym punkcie. Stowarzyszenie Turf Club apelowało u kolejnych ministrów Rolnictwa i Rozwoju Wsi oraz u kolejnych prezesów Totalizatora Sportowego tłumacząc, że bez natychmiastowego wsparcia wyścigów oraz hodowli koni, wyścigi nie przetrwają. Prosiliśmy, aby delegować do pracy na Służewcu ludzi, którzy nie tylko znają się na wyścigach, ale przede wszystkim kochają je, będą mieli w sercu i będą oddani w pracy dla rozwoju wyścigów. Ale nikt nie wierzył, że wyścigi mogą w Warszawie przestać istnieć tylko z powodu złych decyzji ludzi odpowiedzialnych za ich istnienie i organizację. Mała pula nagród, która jest jak relikt sprzed kilkunastu lat, wciąż trzyma mocno za ogon rozwój wyścigów. Niewielki odpis na polską hodowlę ma znaczący wpływ na zmniejszającą się z roku na rok hodowlę, a to przekłada się na zmniejszanie się liczby właścicieli koni oraz co jest najważniejsze dla organizatora, na grę w zakładach wzajemnych. Ale w tym sezonie już nie tylko Turf Club, ale każdy, kto kocha ten sport widzi, jak wygląda plan gonitw, mimo że liczba dni wyścigowych zjechała już tylko do 46 dni w sezonie, to wciąż nie można ułożyć skutecznie dni wyścigowych, złożonych choćby z co najmniej siedmiu gonitw jednego dnia. A to nie koniec problemów, bo kolejne sezony będą jeszcze uboższe. Okazało się, że liczba gonitw w dwudniówce, w której nie udało się ułożyć tylu gonitw, aby zagrać najpopularniejszą grę jaką stała się septyma, to nie był jednorazowy wypadek przy pracy organizatora wyścigów na Służewcu. Oto czeka nas kolejna niedziela z czterema gonitwami płaskimi i dwoma gonitwami kłusaków. To widoczne symptomy powolnego zanikania wyścigów i niestety jak na razie nie widać lekarzy, którzy podaliby lek, do którego można byłoby podłączyć kroplówkę, aby zatrzymać to powolne umieranie wyścigów. Dokładnie w takim samym tonie dał na swojej stronie wypowiedź trener Adam Wyrzyk. Wypowiedź trenera, który rok rocznie jest w czołówce klasyfikacji najlepszych trenerów, oddaje dokładnie atmosferę w środowisku trenerskim, jaka towarzyszy ich pracy przez kilka ostatnich lat. W odnowionym domku dla trenerów również wrze, bo zdecydowanie zwiększono kary dla dżokei i trenerów, a pula nagród jak stała, tak stoi bez zmian. Niestety trenerzy najczęściej wymieniają ostre uwagi, kiedy są w swoim gronie i patrzą na pracę swoich podopiecznych przy torze roboczym. Rzadziej mówią o swoich problemach podczas zapisów koni do gonitw czy podczas spotkań z dyrektorem TS. Oczywiście wytłumaczeniem jest, że kar można przecież uniknąć i nie ma o czym dyskutować, bo jeździec nie musi unosić zbyt wysoko ramienia z batem, a trener może przyprowadzić konia przed gonitwą na padok o czasie. Ale kary dla jeźdźców i trenerów, chociaż bolesne, nie są kluczowymi problemami dla przyszłości wyścigów. Wszyscy przełkną te dotkliwe zmiany, jeśli pula wzrośnie o 100%, jeśli będą duże dotacje dla właścicieli koni polskiej hodowli a tory, na których trenują i ścigają się konie będą solidnie nawadniane. Mimo, że nastąpiły zmiany osobowe w PKWK i we władzach Totalizatora Sportowego, to dla wyścigów nie zmieniło się nic. Pula pozostała na niezmienionym poziomie, liczba właścicieli systematycznie maleje, hodowcy zaźrebili jeszcze mniej klaczy aniżeli w minionym roku a zakłady wzajemne nadal są zablokowane w ustawie hazardowej, co uniemożliwia grę wszystkim chętnym z zagranicy, na czym traci systematycznie Totalizator Sportowy. Do tego wnętrze trybuny środkowej nadal zamknięte dla publiczności a fontanna wciąż nie działa i brakuje wody do podlewania toru. Środowisko powoli przestaje mieć nadzieję, że może się cokolwiek zmienić na lepsze. Ale może wszyscy się mylimy i szykowane jest coś o czym nie wiemy, a co może nas wszystkich miło zaskoczyć. Oby tak było, bo na jakikolwiek pozytywny impuls oczekują od wielu lat wszystkie grupy składające się na środowisko wyścigowe.

Wydarzenia

Brak wydarzeń w najbliższym czasie

Polecamy